Kajdanki i filatelistyka, czyli jak zostałem kinksterem.
Posted by      09/10/2018 11:32:05     Home , Klimatyczne myśli    0 Comments
Kajdanki i filatelistyka, czyli jak zostałem kinksterem.
Jestem kinksterem. Jestem klimatyczny. Realizuję swoje fantazje. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że jestem szczęśliwy w tym aspekcie swojego życia. Jednak nie zawsze tak było...
Nie pamiętam, kiedy zaczął mnie fascynować BDSM. Właściwie to bez znaczenia. Pamiętam natomiast doskonale co robiłem nie tak i jak trudno było mi wejść w ten fascynujący świat.
Nasza wyobraźnia to otchłań bez dna. Codziennie podsycana tekstami, obrazami, rozmową. Przychodzi taki moment, gdy w tej fali informacji trafiamy na coś, co zapala nam "czerwoną lampkę". To co wywołało impuls zaczyna fascynować bardziej niż wszystko inne wokół. Od tego momentu zaczynamy świadomie szukać informacji. Tak się stało w moim przypadku.
Tutaj pojawia się problem. Jeśli zafascynowały Cię znaczki, znajdziesz w sieci całe mnóstwo forów tematycznych, fachowej literatury, katalogów. Możesz wstąpić do klubu filatelistów, wymienić się wiedzą i doświadczeniami, popytać w rodzinie, czy ktoś nie ma jakiegoś ciekawego zbioru. Rozwijać swoją pasję, rozmawiać o niej, zdobywać wiedzę, chwalić się swoją kolekcją, nawet podrywać na nią dziewczyny, choć to ponoć nie jest najlepszy sposób. Niemniej znaczki to coś powszedniego, znanego wszystkim. Jedyna przykrość jaka może cię spotkać, to fakt, że ktoś uzna to za nudne zajęcie. Nie ma obaw, znajdziesz wokół siebie tysiące osób, które uznają, że to świetna sprawa. Tylko co zrobić, kiedy zaczął cię "kręcić" BDSM? 
Cóż, zapewne w tej sytuacji nie wpadniesz na imprezę do znajomych i nie oznajmisz radośnie, że właśnie zostałeś fanem klimatu. Że poczułeś / poczułaś silne podniecenie dominacją i uległością. I może ktoś też tak ma, bo chętnie podzielisz się swoim nowym "hobby" i wymienisz doświadczeniami w tym temacie. Przy rodzinnym obiedzie też nie zapytasz wuja Tadeusza i cioci Hani, czy nie mają przypadkiem na strychu jakichś kajdanek lub pejcza, bo chętnie rozbudowałbyś swoją kolekcję akcesoriów. Hmmm... oczywiście możesz spróbować, jednak...
Doskonale wiemy, jak trudno rozmawia się o własnej seksualności. O potrzebach, pragnieniach i fantazjach. Przy tym BDSM to nisza w niszy. Wielu osobom ciężko jest się przekonać do zakupu wibratora, a tu mowa o zupełnie innej "szkole jazdy". Więc kogo zapytać? Gdzie szukać informacji? Oczywiście w internecie!!! Więc zacząłem. "Tematyczne" zdjęcia i filmiki, jakieś forum, strona z opowiadaniami. Lata temu nie miałem konta na żadnym portalu społecznościowym, więc nawet nie miałem pojęcia o istnieniu klimatycznych grup. A wiedza na ten temat w wersji polskojęzycznej ograniczała się do portalu z anonsami. Karmiłem więc swoją wyobraźnię przypadkowymi, wyrwanymi z kontekstu informacjami i obrazami. Bez ładu i składu.
Będąc już kilka lat w stałym związku, postanowiłem wreszcie urzeczywistnić mój sen o BDSM-owej relacji. W końcu już wiedziałem, że chcę dominować, na czym to polega i co jest mi do tego potrzebne. Setki zdjęć, filmików i opowiadań stanowiące moje źródło wiedzy utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem do tego stworzony, a moja wiedza kompletna. No bo co w tym trudnego? Trzeba tylko kupić trochę akcesoriów do krępowania, jakiś knebel czy dwa i "jedziemy z koksem"...
Jestem master nad mastery, drżyj przede mną moja luba. Zapomniałem o pewnym drobiazgu, a mianowicie... poinformować moją partnerkę o tych planach. Po prostu pewnego wieczoru zrobiłem odpowiedni nastrój, wyjąłem z pudełka gadżety i... to by było na tyle. Jak nietrudno się domyślić, wieczór nie skończył się tak, jak to sobie zaplanowałem. Bo tego wieczoru wcale nie miałem zamiaru spać na kanapie. 
Błąd był oczywisty, lecz mój zakuty łeb potrzebował bardzo dużo czasu, żeby to zrozumieć. Co więcej, ponieważ nie miałem z kim na ten temat porozmawiać (poza partnerką) i nie miał mi kto doradzić, dalej brnąłem w przekonanie o swojej wyjątkowości, jednocześnie napełniony frustracją, że świat mnie nie rozumie. Dopiero dziesiątki wspólnych rozmów pozwoliły nam dojść do porozumienia. Bo ją też fascynował BDSM, ale potrzebowała do tego czasu, zrozumienia własnych potrzeb i pragnień. Moje bezsensowne działanie, pośpiech i chęć spróbowania wszystkiego naraz jedynie ją blokowały. Również brak elementarnej wiedzy i doświadczenia. Bardzo żałuję tego straconego czasu. 
Dzisiaj jestem tu gdzie jestem. Czyli gdzie? Uważam, że nadal na początku drogi. Choć odbyłem setki klimatycznych rozmów, poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, bywam na imprezach, sporo czytam, produkuję gadżety. BDSM to przeogromna skarbnica różnorodnych praktyk i przeżyć. Nadal się uczę, zdobywam nowe doświadczenia, rozwijam. Chcę również dzielić się moją skromną wiedzą. Bo jeśli dzięki temu choć jedna osoba zafascynowana klimatem popełni mniej błędów i straci mniej czasu niż ja, będę naprawdę szczęśliwy :-). Przy tej okazji przypominam o cyklu "Podstawy BDSM". 

Share This Post :

Leave a Reply

* Name:
* E-mail: (Not Published)
   Website: (Site url withhttp://)
* Komentarz:
Type Code