Wtorek, 08.01.2019
Posted by      01/08/2019 11:03:09     Home , Klimatyczne myśli , Pamiętnik Mastera Tadeusza    0 Comments
Wtorek, 08.01.2019
Sylwester mnie trochę zmęczył i dopiero dzisiaj udało mi się siąść do pamiętnika. Z doświadczenia: nie mieszajcie Żubra z Igristoje. Poprzedni rok nie był zbyt udany, bo jak na razie żadna uległa nie dała się namówić na służbę, ale Prawdziwy Master nigdy się nie poddaje! Próby zdobycia suki przez internet na razie idą słabo, choć zapisałem się już do 128 grup BDSM i wysłałem 1156 wiadomości (do wczoraj). Może czas zmienić tekst "na kolana suko", bo zauważyłem, że w sieci pojawiło się pełno psełdo masterów, którzy też go używają. Świat schodzi na psy. Byle chłystek kupi wypasione gadżety, obejrzy Greja i już zgrywa flamastra (flamastera?  - nie wiem, jak to się pisze). Postanowiłem wziąć się na sposób. Skoro moja zajebistość nie działa w sieci (jak taka uległa ma odróżnić MNIE od psełdo?), postanowiłem zadziałać w realu. 
Od czasu do czasu w sieci pojawiają się informacje o imprezach BDSM. Pomyślałem, że gdzie jak gdzie, ale w takim miejscu żadna uległa mi się nie oprze. Okazało się, że najbliższa taka biba wypada tydzień przed świętami i tak się składa, że miejscówka jest tylko 200 km od mojego "lochu". Jak ktoś nie czytał [klik] niedawno dzięki zakupom w Casto moja kawalerka została przekształcona w istny "dungeon", przy którym Czerwony Pokój Christiana może robić za świetlicę dla emerytów. Oprócz zrobienia własnych gadżetów wbiłem w ściany, podłogę i sufit ponad 120 haków i uchwytów, a wersalkę owinąłem stretchem (taniej niż lateks). Teraz każda opcja jest możliwa.
Co prawda fundusze mam ograniczone, ale na Mikołaja dostałem od rodziny jakiś zastrzyk gotówki (dzięki, babciu!), więc nie było źle. Postanowiłem zostawić Srebrną Strzałę. Opcja PKS plus nocleg w hostelu wydał mi się optymalny. Po pierwsze planowałem coś wypić, a po drugie gdyby jakaś uległa na imprezie chciała od razu poznać moc mojej zajebistości i załapać się na sesję, własna miejscówka była niezbędna. Po przyjeździe okazało się jednak, że dzielę pokój z 7 ukraińskimi robotnikami, którzy właśnie wrócili z budowy i suszyli onuce na kaloryferze odgrzewając kapuchę na kolację. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Słyszałem, że na imprezach są pokoje do klimatycznych zabaw, więc tam zademonstruję wszystkie moje umiejętności.
Wieczorem założyłem koszulę i krawat (szwagier mi zawiązał 8 lat temu, trójkąt nadal trzyma), wbiłem w gajer i lakierki. W końcu na imprezie obowiązuje dresscode. Swąd kapusty i spoconych stóp ciągnął się za mną jeszcze kilkaset metrów, ale zaaplikowany przed wejściem Axe załatwił sprawę. Do plecaka wrzuciłem część zrobionych niedawno sprzętów, bo kto wie, co na takiej imprezie może się przydać. Za wejście musiałem wybulić całe 20 zeta, co uważam za przegięcie. Niby organizatorzy pisali o jakichś pokazach, ale co to za problem wynająć knajpę i znaleźć kilku chętnych, żeby pobiegali po scenie? Przyjemne z pożytecznym. No cóż, jak się chce znaleźć uległą to trzeba inwestować. Christian kupił lasce furę i zapłacił za paliwo do helikoptera, więc i ja się mogę poświęcić. Tyle że on chociaż wrzucił w koszty i odpisał VAT. W pośredniaku na zwrot jako "podnoszenie kwalifikacji" nie mam co liczyć. Dobra zmiana... Wpisałem na identyfikatorze "Master Tadeusz", żeby żadna nie miała wątpliwości i wkroczyłem do środka. 
Plan był prosty. Wchodzę, wybieram, oczarowuję wyglądem, wywołuję wzrokiem orgazm i przez cały wieczór tresura w playroomie. W rzeczywistości okazało się, że będzie trudniej niż myślałem. Przede wszystkim większość potencjalnych kandydatek nie przyszła sama. Zupełnie z dupy. Przecież to impreza BDSM, więc moim zdaniem powinno się wprowadzić zakazać przychodzenia z własnym masterem (pewnie psełdo). Nie po to wydałem kupę szmalu, żeby oglądać, jak goście mizdrzą się ze swoimi uległymi, pilnując ich na każdym kroku, nawet w ubikacji. Nie dziwię się już, czemu do damskiego zawsze takie kolejki. Co prawda zawsze mi się wydawało, że to uległa waruje przy masterze, ale widać na imprezach jest inaczej. Było  kilka "wolnych sztuk", ale na razie skupiły się we własne grono i jakoś głupio mi było podejść i rzucić kultowym hasłem. W internetach to jednak inaczej niż na żywo. "Kiepska sprawa", pomyślałem, ale w głowie szybko powstał plan "B". Na razie zakupie browar i pooglądam te pokazy, a jak w trakcie imprezy któraś suka stwierdzi, że się pomyliła i szuka Prawdziwego Pana, sama przyjdzie na kolanach.
Pokazy, no cóż. Klimatyczne, owszem. W pierwszym była para od sznurków z Holandii czy Bułgarii. Znaczy to całe shibari. Wszyscy siedzą zjarani i oglądają. Przez pierwsze pół godziny nawet fajnie. Gość związał już lasce całe nogi (znaczy do kolan), bo tych węzłów od cholery. Ludzie siedzą i oglądają, ale widzę, że część już się lekko kręci. Ktoś sprawdza, co tam na fejsbuczku, ktoś zamawia kebsa z dostawą do knajpy, ale wyjść nie wypada. Mnie się skończył browar i palić się chce. A że jestem Masterem, wychodzę na fajkę. Dziewczyna ma metr osiemdziesiąt wzrostu, jak wrócę, akurat dojdzie do pasa, więc wiele nie stracę. 
Wypaliłem fajkę i poszedłem do baru. Mimo pokazu kolejka zakręcona, bo obsługa dwuosobowa, a jedna z barmanek właśnie postanowiła dać pokaz tańca na kontuarze. Nie wyglądała na zupełnie trzeźwą, ale jak zabawa, to zabawa. W kolejce spędziłem prawie pół godziny, ale mimo, że stało kilka potencjalnych kandydatek do służby, jakoś nie mogłem się odważyć na konkretną "propozycję nie do odrzucenia". Mój wzrok wilka, dziwna sprawa, nie wywoływał orgazmów. "Pewnie znowu psełdo uległe", pomyślałem i wróciłem z piwem na salę pokazów. Człowiek Pająk nareszcie zaplątał w liny całe ciało i podwieszał je do bambusa zamocowanego w suficie. Sprawnie mu szło, minęła dopiero godzina z okładem. Twarz wiązanej wyrażała uczucie rozkoszy, ale malował się na nim cień zatroskania i lekkiej niecierpliwości. "Czy na pewno wyłączyłam żelazko przed wyjściem? I trochę chce mi się siku. Długo jeszcze?". Wiążący jakby wyczuł jej rozterki, bo przyspieszył działania. Finalne podwieszenie i rozwiązanie zajęło mu jedynie półtorej godziny. Dziewczę skłoniło się publiczności i pognało w kierunku toalet. 
Kolejne pokazy były jeszcze ciekawsze. Dominacja i uległość w wykonaniu dwóch atrakcyjnych Pań i uległego z brzuszkiem zakręciły łzę w oku, przywołując na myśl klasyczne produkcje video rodem z czasów VHS-u. Brakowało trochę wysokich kozaków i germańskich pokrzykiwań, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Kolejny, ponad godzinny pokaz wbijania igieł w różne części ciała przywiał wspomnienia wizyt w przychodni i nie był tak przyjemny (kto lubi zastrzyki?). Finalna, efektowna demonstracja spankingu zrobiłaby zapewne furorę, gdyby nie fakt, że najlepiej bawili się podczas niej master i uległa stojący na scenie. Reszta rozeszła się w poszukiwaniu innych uciech lub siedziała rozproszona wokół sceny sprawdzając dostępność Ubera. 
Dobiegała druga w nocy i uznałem, że moja jedyna szansa to playroom. Przy stolikach niedobitki skupiły się w stada znajomych królika, więc nie było opcji, żebym się w nie wbił. Każda uległa szła do baru w eskorcie szczerzącego zęby basiora. A skoro pokój zabaw, to musi się dziać. Hmmmm... No niekoniecznie. Znów okazało się, że na imprezę klimatyczną trzeba sobie jednak przyprowadzić własną uległą (kwadratura koła - to niby jak na imprezie mam znaleźć uległą?). Zainstalowany w małej salce krzyż Świętego Andrzeja (patron praktykujących spanking, ci od świeczek mają Floriana) był już zajęty. Koziołek i leżanka również. Z resztą nawet gdyby były wolne, nie było wolnych uległych. W panującym półmroku moja moc wywoływania orgazmu wzrokiem zupełnie straciła moc. Posłuchałem stęknięć, westchnień i jęków, po czym uznałem, że na mnie już czas. 
Wróciłem do mojego lokum. Chłopaki spali piłując powietrze, wydychając aromaty niestrawionego alkoholu, który musieli strawić do rana. Ciężka robota. Leżałem w ciemnościach i myślałem, że w dzisiejszych czasach cholernie ciężko jest być Prawdziwym Masterem. Człowiek się stara. Siedzi dniami i nocami po internetach. Robi kontrol C, kontrol V od czego palce i oczy bolą. Wywala kupę kasy na na imprezę i nic. Myślę, że taki Christian to jednak ma lepiej. Niby dupa nie master (w końcu najpierw uległy, dopiero potem się nawrócił), ale Myszę na kasę złapał. Mnie zostaje wieczór z chrapiącymi brodaczami z Ukrainy. Jednak dam radę i w końcu dopnę swego. Prawdziwy Master się nie poddaje. NIGDY!!!   

Share This Post :

Leave a Reply

* Name:
* E-mail: (Not Published)
   Website: (Site url withhttp://)
* Komentarz:
Type Code